Wiesz, dzisiaj znów Cie otworzyłem. Tak całkiem przypadkiem, lecz bardzo ironicznie, bo kłamstwem było by stwierdzić że nie miałem na to ochoty. Szukałem tej strony z narysowanym uśmiechem i tej na której były czerwone rumieńce, ale nie udało mi się ich znaleźć, bo ponoć – jak dowiedziałem się kilka stron dalej – w wyniku ciężkiej sytuacji która pojawiła się pod okładką, postanowiły się one przede mną ukryć. Zajrzałem na stronę z rysunkiem gUpiej Lamy, a potem do zapisków czyjejś nocnej rozmowy, ale i tam nie doszukałem się żadnej podpowiedzi. Z recenzji czerwonego sweterka na stronie numer 89 dowiedziałem się że powinienem odlepić ostatnie kartki, bo ponoć tam ktoś się chowa, ale i to nie pomogło.
Za oknem, pomarańczowe światło latarni zaczęło oświetlać powoli spadające płatki śniegu. Wszystko jakby wytłumione i znalezione gdzieś pod poduszką. Tego jednego wieczoru zima pojawiła się także gdzieś głęboko we mnie i myślę że wiesz dlaczego. Ot, taki dialog prowadziłem z samym sobą i kiedy byłem bliski stwierdzenia że czas spać – zasnąłem. Rzec by się chciało że przeżyłem noc pełną wrażeń i przygód, bo to co się wtedy wydarzyło powinno zapaść w mojej pamięci na długo. Niestety, chcą lub też nie, tak się nie stanie, bo taki przeważnie bywa los snów że kiedy najbardziej nam się podobają, znikają nam z głowy tuż przed południem.
Zadowolony z takiego przerywnika postanowiłem zajrzeć po raz kolejny za zieloną obwolutę. Ze szczerą nadzieją przeglądałem każdą stronę, aż w końcu udało mi się znaleźć dwoje uciekinierów z poprzedniego wieczoru, którzy schowali się po prostu na początku. Może byli bliżej niż dalej, a ja owładnięty jedynie chęcią ich zobaczenia, nie potrafiłem dostrzec oczywistego?
Dzisiaj kupiłem sobie ołówek i czerwoną kredkę, wiec następnym razem jak nie uda mi się ich znaleźć to sam je narysuje.